Czasem słyszę:
„To tylko zabawka”.
A potem widzę takie sceny jak na tym zdjęciu.
Dwie dziewczynki siedzą na kanapie. Uśmiechy od ucha do ucha. Jedna ledwo mieści radość w buzi, druga tuli misia tak, jakby znali się od zawsze. A te misie? Jeszcze chwilę temu były motkiem włóczki, luźną głową i parą łapek w moim koszu.
I wtedy wiem jedno — to nigdy nie jest „tylko miś”.
Ręcznie robiony pluszak ma w sobie coś, czego nie da się zapakować w karton ani opisać metką. Ma czas. Uwagę. Intencję. Każde oczko robione z myślą, że ktoś go przytuli, zabierze do łóżka, pokaże światu albo nie wypuści z rąk przez pół dnia.
Dostaję mnóstwo wiadomości zwrotnych.
Że dzieci cieszą się jakby dostały najlepszego przyjaciela.
Że śpią z misiem, jedzą z nim śniadanie, zabierają go na wycieczki.
Że mówią: „To jest MÓJ miś” — i to „mój” ma ogromne znaczenie.
Bo to znaczy, że pluszak przestaje być przedmiotem. Staje się częścią dziecięcego świata. Kimś „od zabawy”, „od zasypiania”, „od odwagi”, „od bycia blisko”.
W takich chwilach mam poczucie, że moje szydełkowanie to nie jest tylko rękodzieło. To dokładanie małych cegiełek do dziecięcej radości. Do wspomnień, które zostaną na dłużej niż sama zabawka.
I właśnie dlatego ręcznie robiony pluszak nigdy nie jest „tylko misiem”.
Jest emocją. Jest relacją. Jest uśmiechem, który widać od razu — dokładnie tak, jak na tym zdjęciu. 🧸✨