„Ooo! Ale on jest DUUUŻY!” – dlaczego nikt nie wierzy w centymetry

Jest taki moment przy odbiorze zamówienia, który powtarza się z zadziwiającą regularnością.
Kupujący bierze pluszaka do rąk, patrzy… patrzy jeszcze raz… i nagle słyszę:

„Ooo! Ale on jest DUUUŻY!” 🤯😂

A ja w środku przeżywam mały, bardzo cichy monolog:
No tak… przecież pisałam. 50 cm. Pięć-zero. Pół metra pluszaka. Czarno na białym.

I wtedy dociera do mnie prawda uniwersalna:
nikt nie mierzy centymetrów, dopóki miś nie stanie przed nim jak brama do przytulania 😄🧸

Bo 50 cm na ekranie to tylko liczba.
A 50 cm na żywo to nagle konkretny zawodnik wagi ciężkiej w kategorii „przytulaki”.

Ten koci miś? To nie jest żaden maluszek, który ginie na kanapie.
To pełnoprawny, półmetrowy pluszak z ambicjami do zajęcia połowy łóżka i całego serca właściciela. 😅✨

I wtedy pada pytanie, które za każdym razem rozkłada mnie na łopatki:
„Serio? To ZA TĘ CENĘ on jest taki duży?!”

Serio.
Naprawdę serio 😅

 

 


Wygląda na to, że moje pluszaki robią największe wrażenie dopiero na żywo. Zdjęcia, opisy, centymetry — wszystko to działa… do momentu, aż ktoś weźmie misia w ramiona i zrozumie, że to nie jest dekoracja, tylko konkretny przytulas.

Dlatego ostrzegam uczciwie:
jeśli zamawiasz u mnie pluszaka, przygotuj się na efekt „wow”.
Bo one są większe, niż większość się spodziewa — i zdecydowanie bardziej przytulaśne, niż planowałeś. 🧶🧸✨